JANUSZ KORCZAK ur.1879-1942r.


„JESTEM NIE PO TO,

 ABY MNIE KOCHALI I PODZIWIALI,

 ALE PO TO,

 ABYM JA DZIAŁAŁ I KOCHAŁ”

 


   

Janusz Korczak (właściwe nazwisko Henryk Goldszmit) był synem warszawskiego adwokata. Jego dzieciństwo było smutne. Pierwsze lata spędził w domu pełnym zbytków i służby. Ten okres to jednak okres samotności. Nie wolno mu było bawić się z biednymi rówieśnikami z podwórka. Sielankę, cieplarnianą atmosferę domu przerwała nagle choroba umysłowa ojca. Na leczenie, które nie przyniosło większego rezultatu matka Cecylia wyprzedawała cenne przedmioty. Dom został zlicytowany, a ona z dziećmi przeniosła się do uboższego mieszkania. Odtąd Henryk zaczął zarabiać korepetycjami. Uczył dzieci z bogatych rodzin. Henryk Goldszmit w wieku siedemnastu lat przeszedł wielki kryzys. myślał o samobójstwie, bał się, że choroba ojca jest dziedziczna. Jednak pokonał kryzys. Opiekował się najmłodszymi pacjentami w szpitalach. Rozpoczął studia na Uniwersytecie Warszawskim. W czasie studiów odbył dwie podróże do Berlina i Paryża. Zapoznał się z nowymi metodami leczenia. Po powrocie do Polski objął posadę lekarza przy ulicy Śląskiej. Leczył dzieci hrabiowskie, generalskie. Ta praca była dobrze płatna. Potem zaczął jednak leczyć biedotę. Podążał do chorego o każdej porze dnia i nocy. Dla Korczaka liczył się tylko człowiek, a szczególnie dziecko.

Rozpoczął pracę w Domu Sierot przy ulicy Krochmalnej 92. Współpracował z "Naszym Domem" w Pruszkowie. Korczak stosował zasady pedagogiczne: równość praw i obowiązków, sprawiedliwość. Działał sąd koleżeński. Bronił słabych i cichych. Uważał, że nie ma dzieci - są ludzie. Podkreślał ogromne znaczenie szacunku dla dzieci, ich małych trosk i wielkich problemów. Gdy Niemcy przesiedlili sierociniec do getta Korczak prosił swych polskich przyjaciół o kwiaty, obrazy, aby umilić dzieciom pobyt w ich więzieniu. Nie istniały dla niego godziny policyjne, niebezpieczeństwa łapanek. Poświęcił się całkowicie dla swych dzieci. Stopniowo zaczął jednak tracić siły fizyczne. Często kładł się do łóżka w środku dnia; stawał się coraz bardziej niedołężny. Zaczął pisać swój pamiętnik. Próbował też przyzwyczajać dzieci do myśli o śmierci. Przeczuwał co je czeka.

5 sierpnia 1942 roku Korczak wraz z kolumną dzieci wyruszył spokojnie i zdecydowanie do wagonów wiozących ich do obozu koncentracyjnego. Nad śpiewającymi dziećmi powiewał zielony sztandar. Zginęli w obozie w Treblince.